dobrego
sylwester- impreza na 30 osób. 30 osób na pieprzonych 60 metrach kwadratowych. w moim domku. małym. przez tydzień, bo przecież imprezę można wydłużyć.
jestem tak zmęczona, że chce mi się wyć.
muszę odmalować ściany. nie cieszą mnie specjalnie ślady palców, rysy i plamy na "zapachu mchu" ewy minge.
muszę przykręcić urwaną umywalkę.
muszę oddać zalane piwem i wódką przedłużacze i światła estradowe pożyczone z centrum kultury i sportu.
muszę odczyścić krzesła i kanapy.
muszę poukladać wszystko w szafkach.
muszę skręcić łóżko.
muszę pozbyć się dziesięciu 120 litrowych worków ze śmieciami.
wszystkiego dobrego w nowym roku.
axiel 2010-01-01 17:49:42
skomentuj (2)
do pionu
siostra wróciła z norwegii. jest jej o połowę mniej i znowu jest piękniejsza. patrzę na nią i usmiecham się z radości. moja robalowa wróżka przez pół roku siedziała tak daleko stąd. i poradziła sobie. poza sprzatniem domów, studiowaniem i jeżdzeniem stopem po kraju zajmowała się imprezowaniem i uczeniem wilonoradowej bandy językowego folkloru . widziałam zdjęcią i aż mnie zatkało z wrażenia.
włosi, rzekomo najlepsi kompani dla polaków, nie są w stanie wymówić: "wyrucham cię". zamiast tego krzyczą po korytarzach, że wyruchają samych siebie.
jak się okazuje kryzysy w związkach lubią przypadać na święta bożego narodzenia i wtedy nawet karpik nie smakuje jak należy, a nowa super seksowna kiecka, w ogóle przestaje się podobać.
cały świat się robi przysłowiowo do dupy i człowiek zaczyna się zastanwiać dlaczego jest tak ślepy i głupi.
za kilka dni mój skawiński dom przeżyje oblężenie i zapewne zatrzęsie się w swoich starych posadach. urządzam sylwestra na 30 osób. motyw przewodni- dziwiki i alfonsi. już się nawet nie boje. zaczynam się tylko zastanwiać nad najskuteczniejszymi metodami sprowadzania do pionu pijanych facetów.
axiel 2009-12-26 22:19:11
skomentuj (1)
już za chwilę, już za moment
minął prawie rok od czasu kiedy po raz ostatni pisałam.
nie wiem jak streścić 10 miesięcy mojego życia. to bardziej niemożliwe niż zrozumienie muchy uderzającej o szybę podczas gdy okno jest otwarte. próbowałam kiedyś i nic z tego nie wyszło. mucha poległa na moim parapecie.
zmieniło się wszystko.
nie mieszkam już w krakowie. razem ze śmiercią pewnej niemalże anonimowej dla mnie osoby, moje życie zostało oddelegowane do skawiny. teraz mam (i nie mam) domek, malutki domek z ogródkiem i dwoma garażami. mam różaną grządkę, ciasną łazienkę i wielki, zimny ganek. i sypialnie z przepięknymi, starymi meblami z ciemnego drewna. toaletkę z zaśniedziałym lustrem. obrazy, których się boję.
moje rzeczy, książki, ubrania, kwiatki, wszystko ma teraz swoje miejsce. zachwyca mnie to. zachwyca mnie właściwie wszystko. kupowanie nowych zasłon, wybieranie koloru ścian i malowanie ich własnoręcznie razem z połową sufitu czego w planach nie było. zachwyca mnie przestrzeń, która mnie otacza i ten cholernie zaskakujący uśmiech losu.
nie jestem już kelnerką. wyrzucili mnie, bo nie dysponowałam odpowiednią dawką pewności siebie i przebojowości. i grabiłam się nosząc tacę z drinkami.
długo byłam bezrobotna i załamana. remontowałam mały szary domek i płakałam po kątach.
ale potem los znowu postanowił dać mi szansę. zostałam panią sprzedawczynią na basenie. na oklurakach pływackich i strojach kąpielowych znam się chyba ponadprzeciętnie.
a potem znowu. bach!
masz kobieto- ciesz się!
zatrudniono mnie w pewnej krakowskiej firmie, która zjmuje się promowaniem klutury. jeżdżę teraz po polsce i gram w bajkach edukacyjnych dla dzieci. nie ma nic fajniejszego niż radość małych widzów. nikt mi tego nie zabierze, niezależnie od tego jak wredny jest pan akustyk, jak zmęczona się czuję i jak trudne są warunki na drodze.
a rodzicie kupili mi samochód.
a moja siostra wyjechała na stypendium do norwegii. tesknię za nią okrutnie.
ale przecież już za chwilę święta, już za moment.
axiel 2009-12-11 19:50:32
skomentuj (2)
codzienność
w moim mieszkaniu jest mnóstwo rzeczy, które nie działają tak jak powinny.
z rur śmierdzi i nie pomagają krety ani uporczywe przetykanie. spod prysznica wylewa się woda, bo odpływ jest pęknięty, albo uszkodzony w jakiś inny tajemniczy sposób. od dawna mam zamiar zająć się tą usterką, ale wizja zdemontowania całej kabiny (konieczność) jakimś dziwnym trafem osłabia mój zapał. meble kuchenne, pamiętające czasy PRLu, też śmierdzą. poza tym rażą moje poczucie estetyki i najprawdopodobniej niedługą zwyczajnie się rozlecą. ściany są brudne. firanki mi się nie podobają. nie mam porządnych doniczek na kwiatki. jedno z krzeseł nadaje się na smietnik (zniszczono je w czasie moich imienin). sam stół również jest okropny, bo był dołączony do mieszkania w pakiecie.
ale ja to mieszkanie bezgranicznie uwielbiam, uwielbiam te moje pokiereszowane cztery kąty.
i chociaż chciałabym mieć więcej przestrzeni i ładniejsze meble i chciałabym się kapać godzinami wylewając na siebie hektolitry gorącej wody i nie martwiąc się, że zaleje sąsiadów, to... nie oddam moich 33 metrów.
a życie toczy się dalej.
tak jak przewidywałam, byłam zmuszona wrocić do kelnerstwa. bieganie z tacą i sztuczne uśmechy to teraz moja codzienność.
ale nie narzekam.
trafiłam na knajpę, w ktorej ludzie nie są nadęci, na knajpę, ktora ma klimat. sama się sobie dziwię, ale czasami nawet mam ochotę tam jechać, zobaczyć stałych bywalców, pogadać z dziewczynami. boję się tylko właścicieli którzy uwielbiają mnie dręczyć i tego, że nie zarobię wystarczająco dużo.
wciąż liczę każdą złotówkę. nie wiem czy to wina kryzysu czy zbyt rozchulanego trybu, ktory prowadziliśmy z M jeszcze kilka miesięcy temu, ale jest nam ciężko. ciężko jest martwić się, że lodówka za chwilę znowu będzie pusta, albo, że się domestos skończy.
axiel 2009-02-21 12:55:57
skomentuj (1)
choinkowe lizidupstwo
posprzątałam już dom na święta. wszystko błyszczy a powietrze przesyca zapach płynów, mleczek i odświeżaczy. wspaniale. mogę być z siebie dumna i mogę być wściekła na M., bo nie pomógł mi ani troszkę.
sporo się ostatnio w moim życiu dzieje. właściwie ciągle coś robię i bardzo mi się to podoba. zdarzyło mi się być, na przykład, na kazimierzu, w kawiarni naukowej i obejrzeć performance, który zgniótł mnie swoim absurdem. zdarzyło mi się być w nowym mieszkaniu baldiego i uli.
w ciasnym pokoiku o krzywych ścianach, przy piecu kaflowym odbyła się popijawa. gospodarze cieszyli się strasznie ze swojego lokum a ja im współczułam. zimno tam jak w psiarni, kuchnia pusta. chcą malować, remontować, podłogi wymieniać... pozwolili podchmielonemu towarzystwu zapaćkać ściany sprejami. efekt był niesamowity. kuchnie zapełniły penisy, cycki i życzenia pomyślności.
zdarza mi się też regularnie jeździć na kółko teatralne. granie w dwóch przedstawieniach męczy, ale cieszy. z reguły wydaję mi się, że próba będzie okropna i nie mam ochoty się na niej pojawiać, ale gdy wychodzę na scenę, wszystko się zmienia. świat zewnętrzny przestaje istnieć. jest w tym coś magicznego.
poza tym mam masę nauki, jestem zmuszona spędzać długie godziny nad zaliczeniami i projektami, na dyżury wykładowców biegać. miałam już jeden egzamin, kolejny za tydzień. niewesoło to wygląda. studia dają mi się we znaki.
kupiliśmy z M. ozdoby bożonarodzeniowe. mamy swoje własne bombki, łańcuchy i lampki. i będziemy mieli pierwszą, wspólną choinkę.
tylko samą gwiazdke spędzimy osobno. ja pojadę do bydgoszczy, on zostanie w krakowie. nie mogę tego przełknąć.
i pracy nowej nadal nie znalazłam. zaczynam sie już przyzwyczajać do myśli, że w styczniu zacznę biegać z tacą, że znowu będę zmęczona i sfrustrowana. że czasu na życie jakieś mi zabraknie, normą stanie sie przeliczanie godzin na złotówki a dom zarośnie brudem bo nie starczy mi sił na sprzątanie. że trzeba będzie lizać dupę menagerom i wrednym "koleżankom"...
axiel 2008-12-12 13:21:07
skomentuj (0)
za uchem
za uchem radio krzyczy mi o wielkich miłościach, imprezach, tokstycznych facetach i pięknym świecie. w zębach trzymam waniliowego papierosa. obok mnie stoi kubek ze śmierdzącą czerwoną herbatą. mieszkanie jest posprzątane i ciepłe. tylko pusto tu bo M. siedzi w pracy. za oknem śnieg i świąteczne dzwonki na latarniach.
spokój.
szukanie siebie i jakiegoś sensu w codzienności.
na monitorze witryna o dotacjach unijnych i samorządkowych dla firm. kolejna zakładka- ogłoszenia o pracy.
magiel.
ciekawe czy na rynku głównym rozstawili już bożonarodzeniowy kram? w galeriach handlowych obchodzimy przecież już teraz "gwiazdkę". a ja się zastanwiam skąd wezmę pieniądze na prezenty dla bliskich. chodząc po sklepach czuję sie jak intruz. jak intruz czuję się doradzając M. jak skutecznie wydać 500zł na ubrania i jedząc ze znajomymi obiad w burżujskiej, amerykańskiej knajpie.
obcy stał mi się mój dotychczasowy kosmos konsumpcjonizmu.
jestem rozdrażniona i za wszelką cenę staram się zwalczyć codzienną nudę. nie potrafię funkcjonować bez pracy zajmującej mi przynajmniej 5 dni tygodnia. czuję się jak bezproduktywny odpad. potrzebuję jakiegoś zajęcia. rozwojowego, wymagającego.
nudzą mnie studia. nie chce mi się chodzić na zajęcia.
za często płaczę. za czesto rzucam w kąt ciekawe książki, własną wychuchaną twórczość.
marzę o wyjedździe do domu rodzinnego, ale z drugiej strony nie chcę zostawiać M. tego M., który podnosi mnie gdy sie potykam i z anielską cierpliwością znosi huśtawki moich nastrojów.
trylogia ojca chrzestnego zaliczona tylko odrabianie zadania domowego z dorosłości mi nie wychodzi.
axiel 2008-11-25 14:24:22
skomentuj (4)
jęczeć anonimowo
niedawno pisałam o tym, że będę silna, że sobie poradzę. bełkotałam jak dziecko uniesione na fali radości, nagłego i krótkiego przypływu energii.
a teraz siedzę sama w mojej-nie mojej pracy i zaczynam się bać.
wysłałam już tyle CV i nic i cisza i ten strach przyczajony gdzieś w mózgu.
zaczyna się chyba powoli etap frustracji. obniżam swoje wymagania. już nie chcę posady ambitnej, rozwojowej, chcę robić cokolwiek co pozwoli mi się utrzymać. zaczynam odwiedzać strony tesco, wmawiać sobie, że kelenerstwo nie jest złe.
ale to, że się boje to mały problem.
wiekszym jest moje pesymistyczno- spadkowe nastawienie. nagle zaczynam się zastanawiać co ja w ogólę robię w krakowie, jak mam sobie poradzić z oswojeniem ewnentualnej nowej roboty, jak ją pogodzić z dbaniem o dom, studiami i rodziną. co zrobić, żeby chociaż 2 razy w roku móc jeździć do bydgoszczy.
zastanawiam się dlaczego tutaj mieszkanie o powierzchni 30m kosztuje 300tys a w moich rodzinnych stronach za takie pieniądze można mieć metrów 80. wściekam się, że nie mam żadnych oszczędności, żadnego kapitału, że chociaż mam pomysły to nie mogę ich zrealizować. że przywiązana jestem do cudzego garnuszka.
nie mam ochoty na jakieś codziennie szczęśliwe pierdułki. zamykam się w sobie, z moimi problemami i walczę w środku.
w mojej głowie jest teraz małe koloseum z rozszalałą publicznością i ryczącymi lwami. i nikogo do niego nie wpuszczę.
wyparowała ze mnie chęć do chodzenia na kółko teatralne. rola kurwy z internetu już mi się tak bardzo nie podoba. książki zalegają na półkach i czekają na lepsze czasy. zaliczenia, projekty, plany marketingowe- to wszystko guzik mnie teraz interesuje. czuje się jak przebita opona wyrzucona na leśne pobocze.
a notatkę napisałam tylko dlatego, że mnie ktoś zainspirował, że powiedział kilka ciepłych słów.
bo nawet jęczęć anonimowo i w przestrzeń wirtualną mi się już nie chce.
axiel 2008-11-12 10:00:38
skomentuj (1)
----------------------------------------
Design:
Lauralanthas
From:
Szablony 33
Order?